Na wszystkie jego pytania


„Na wszystkie jego pytania Lorenza odpowiadała nie, zmiennie pytaniem „Czy pan jest ministrom de Sartines" Zdumiony woźny zachodził w głowę, jak można jego czarny mundur pomylić z ubiorem ministra, ale że porucznik nie gniewa się nigdy, kiedy go tytułują kapitanem, potraktował Lorenzę uprzejmie, zwłaszcza że młoda kobieta nie wyglądała ni wariatkę, jak w pierwszej chwili sądził.
Pan .de Sartines, jak każdy minister policji, narażony na zamachy, obwarowany był całym łańcuchem środków bezpieczeństwa, toteż Lorenza musiała odpowiedzieć na wiele pytań, zaaawanych przez wiele osób, zanim jej powiedziano, że ministra nie ma i że musi na niego zaczekać.
Zaraz jednak po jego przybyciu wezwano ją do gabinetu. Lorenza przeszła przez dwie sale, w których napotkała mnóstwo postaci podejrzanej powierzchowności, i dotarła do wielkiego, ośmiokątnego gabinetu, oświetlonego wielką liczbą woskowych świec.
Za wysokim biurkiem siedział mężczyzna koło pięćdziesięciu lat, w szlafroku, w ogromnej upudrowanej peruce. Górna część ministerialnego biurka, podobna do szafy, posiadała lustrzane drzwiczki, w których minister mógł nie wstając z miejsca i nie odwracając się widzieć wchodzących do gabinetu. Pozwalało to przypatrzyć się ich twarzom, zanim rozmowa czy indagacja zmieniała wyraz twarzy. t Dolna część biurka zaopatrzona była w szuflady z ukrytymi zamkami. De Sartines chował w nich swoje dokumenty w większości pisane szyfrem, którego nikt nie znał i który by po śmierci ministra uczynił dokumenty zwykłymi świstkami papieru, gdyby nie znaleziono klucza do odczytania szyfru.“(15)

<<<< Moss śmiał się | Tłuszcze magazynują energię >>>>