Moss śmiał się
„Moss śmiał się również z rozgoryczenia samobójcy i cudacznego doboru jego słów. — Mój pokój stoi do dyspozycji! — rzekł do ^inspektora.
— Tak, nieprawdaż! — wołał samobójca — O, wstyd mi za pana, jesteś pan wszą bezkostną! Tak, tak, punic inspektorze, jego pokój stoi do usług! Ale czy wysypka jego zniesie zimny pokój
— Ja i tak w piecu nic palę, — wtrącił Moss.
— A nie, dlatego też pan tak wygląda, może nawet z mrozu to pan dostał. Nie, i ja w piecu nie palę. Ale jeśli mróz wróci jutro lub pojutrze
— Hahaha!
—Tak, hahaba! — przedrzeźniał samobójca. — Tfu, do djabła, baba umie powiedzieć słowa, które zmuszają mężczyznę do spuszczenia oczu. Śmiech idjotyczny, czy to odpowiedź Baba z pana!
— Niech panie zajmą mój pokój, — powtórzył Moss.
Inspektor podziękował i wyszedł. Milczenie.
— Nie, nie mogę tego zapomnieć! —wykrzyknął samobójca, — ja miałbym czekać, póki pastor i jego bębny wyjadą, aby znów otrzymać swój pokój! Nie pański pokój, nie pokój pastora, lecz swój własny!
— Zapomina pan trzy nauczycielki!
— No, to co z tego
— Pomyśl pan, trzy młode, piękne damy w potrzebie. Czy nie jest pan kawalerem i rycerzem
— Nie! — krzyknął samobójca.
— Hahaha! Ale co tam, zasłużył sobie pan uczciwie na pokój z piecem, ale ci ludzie tu w sanatorjum na tem się nie znają. — Oni nawet nie zmiarkowab, że pan właściwie przyjechał po to, aby sobie życie odebrać.“(14)